Dear Mr. Neal Postman,

  • SŁOWA: ISMET PRCIĆ, „(…ODŁAMKI…)”
  • MUZYKA: PIOTR MUSIAŁ, GRZEGORZ MAZUR, „THIS WAR OF MINE SOUNDTRACK”

(…lato, plaża, rakiety i rakietki…)

Bum.

W sumie trochę trzęsie. Chodniki przesyłają sobie dobra nowinę Moersem, że była eksplozja – w powietrzu, więc przesyłały ją sobie szeptem. Gdyby rakiety uderzyły w ziemię, chodniki by krzyczały, wstrząśnięte i zszokowane, że Żelazna Kopuła zawiodła.

Ale trzęsie i tak. Ręce się trzęsą.

Bum.

Rosyjscy turyści robią selfie. Check In: „Schron, TVL”. Twitt o treści: „Znowu atak! Dwie rakiety!”

Bum, bum.

Były cztery „bumim”. Wychodzimy ze schronu. Z powrotem na plażę. Przystojni Izraelczycy kontynuują grę w rakietki.

To co widzisz, nijak nie pasuje do tego, co przed chwilą słyszałeś.

Z pamiętnika Ismeta Prcicia

 Ojciec mówił, że wszystko będzie dobrze. Ale nic nie było dobrze. Ludzie naprawdę okazali się „aż tak głupi”. Wojna wybuchła naprawdę.

Ismet Prcić. Autor i bohater „Odłamków”. Bośniak, któremu udało się uciec z wojny domowej w latach 90. do Stanów Zjednoczonych. Jego wojna nie była luksusowa, kiedy już wybuchła, rozerwała go na trzy strzępy: Ismeta, Izzy’ego i Mustafę. A może dwa? Może więcej? Wszyscy spotykają się w jednej książce, żeby uzupełnić historię faktyczną o nieprawdziwe wątki, żeby była prawdziwsza. Bo klucz do czytania „Odłamków” znajduje się na stronie 36:

Prcić w „Odłamkach” rozszczepia się. Pisze jako dziecko wojny, zupełnie zielony „żołnierz”, uchodźca, artysta, zakochany nastolatek, sugeruje nam, że jest nimi wszystkimi, ale niczego nie potwierdza, ani nie mówi wprost. Fabuła tej książki wcale nie musi być autobiografią, a na świecie nadal znajdzie się mnóstwo ludzi, którzy mogliby wygrać sprawę o przyznanie do niej praw.

Słychać, że pisarz tam był. Wojna u Prcicia brzmi nie tak, jak w filmach hollywoodzkich. W opisach nie znalazłam kalek z innych książek o tej tematyce. Prcić łamie schematy, literackie konwenanse i dzięki temu udaje mu się oddać wojenne napięcie, gęstość i muzykę. Ścieżkę dźwiękową. Zrywami staccato. Czasami fortissimo possibile. Po czym subito piano.

Zawsze w tonacji molowej.

W „This War of Mine” słychać gitarę, znalezioną gdzieś w ruinach sąsiedniego domu, którą udało się połatać, poświęcając cenne drewno. Warto było, bo jej dźwięk wypełnia powietrze, dla odmiany czymś innym niż huk bomb. Nawet jeśli w miarę przyzwoicie umie grać na niej tylko Zlata.

Zlata istniała naprawdę, i to nie raz. „This War of Mine” istniało i istnieje naprawdę. Oficjalnie gra jest oparta na wspomnieniach oblężonego Sarajewa, ale jest też echem Alleppo TERAZ.

Wiele się o tej grze mówiło, przeważnie w obronie przed ludźmi, którzy opisywali ją słowami „krew się leje po ekranie”. Choć się nie leje. „This War of Mine”, owszem, jest brutalne, ale nie w taki sposób, do którego już zdążyliśmy się przyzwyczaić, w kontekście gier i filmów. Brutalnie zmusza nas do wyborów balansujących pomiędzy egoizmem, przetrwaniem, poświęceniem czyjegoś życia itd. To nie jest łatwa decyzja, nawet w przestrzeni wirtualnej – dla mnie nie była. Nie warto się rozwodzić, czy gra w pełni oddaje wojenne realia (bo nie oddaje, ale tak samo nie oddają jej filmy dokumentalne, musiałyby być w 5d chyba). Ważniejsze jest to, czy jest nas w stanie czegoś nauczyć (a jest w stanie).

Ścieżka dźwiękowa to wspomniana już gitara Grzegorza Mazura. I muzyka orkiestrowa skomponowana przez Piotra Musiała. Niesamowita.

Fakt, tak jak mówili twórcy, jest trochę jak Gustavo Santaolalla i jego „The Last of Us”, ale mniej w niej underscoreingu. W połączeniu z tym, że system gry czy grafika (cudownie 2d) mniej angażuje naszą uwagę, muzyka potrafi wyjść z ekranu. Jest taki moment w „When the Night Comes”, który już kilka razy sprawił, że podskoczyłam na fotelu w trakcie przeszukiwania kolejnych lokacji, bo byłam pewna, że coś złego nadchodzi. Przyzwyczaiłam się już, że muzyka zmienia się, kiedy nadchodzi zagrożenie. Nie w tym przypadku. To tylko piękna sekcja dęta, bębny i pianino, która sprawdza moją czujność. Poza tym toczą się dźwięki mgliste, pełne napięcia, ciężkie i pokryte grubą warstwą pyłu.

Ale jest i tak:

Jest jeszcze gitara elektryczna, smyczki podnoszące na duchu i lekka perkusja. „Still Alive Inside”.

Możliwe, że ileś odłamków Prcicia jest martwych, bo zaginęły na wojnie, ale niektóre z nich przeżyły. I mają się na tyle dobrze, żeby pisać, zmagać się z traumą, nazywać ja słowami i obudować w historię. Warto było przekuć traumę na książkę/ grę.

Gdybyśmy tylko jeszcze my, odbiorcy, traktowali książki/ gry inaczej niż jak coś, co ma nas wyłącznie zabawić. Może przestalibyśmy być „aż tak głupi”. Czuję, Panie Postman, że właśnie o to Panu chodziło.

Reklamy

Tu, tu kliknij!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s