Niespokojni / „Yekeleni” i „The Journey”

Najpierw czynimy klik:

Każdy z nas kiedyś kochał się w Hansie Zimmerze. Prawdopodobnie 50% ludzkości zaczynało słuchać muzyki filmowej właśnie od jego partytur (druga połowa od ścieżki dźwiękowej Hornera do „Titanica”). Jedni pokochali „Gladiatora”, drudzy „Black Hawk Dawn”, a starcy jeszcze „Rain Mana”. Ja sama, kiedy w gimnazjum i liceum miałam zwyczaj bunkrowania się w kinie Katovitzkim na cały dzień, po jakimś czasie już się przyzwyczaiłam, że jeśli podoba mi się w filmie muzyka, to na pewno napisał ją albo Oakenfold, albo Zimmer właśnie.

A dobrze pamiętam, że wszystko zaczęło się od „Teras of the Sun”, w którym Bruce Willis dla odmiany nie ratuje świata, tylko skromny kawałek Afryki. Dzisiaj wiem, że nie jest to najlepszy film wojenny w historii kinematografii (ale prawdopodobnie od niego zaczęła się moja niezdrowa fascynacja tym gatunkiem). Wiem też, że nie jest to najwybitniejsza ścieżka dźwiękowa tego kompozytora i pewnie gdybym wcześniej usłyszała „Black Hawk Dawn”, to właśnie o tej partyturze bym teraz pisała. Ale czasami wszystko zależy od przypadku.

I, przede wszystkim, od pierwszego wrażenia.

Widzicie, w przedziale wiekowym 14-18 wydawało mi się, że jestem domatorem, którego środowiskiem naturalnym jest przestrzeń międzygłośnikowa, a najlepiej rozwijam się w warunkach inkubatoryjnych: pod kocykiem i z książeczką w łapce. Tylko serduszko mi niespokojnie drgało co jakiś czas: pierwszy raz, kiedy wlazłam na Smerek i kolejny, kiedy słuchałam sobie właśnie ścieżki dźwiękowej do „Tears of the Sun”. Konkretnie „Yekeleni Part 1 / Nigeria Crisis” i „The Journey / Kopano Part 3” (powyżej), w której słyszmy delikatne, Zimmerowe smyczki, mocne, afrykańskie bębny, gitarę Heitora Pereiry i głos pana Lebo M (tudzież pani Lisy Gerrard, Zimmer się bez niej nigdzie nie rusza). Człowiek zamyka wtedy oczy i wyobraża sobie, że wstaje i wychodzi. Na nogach by do tej Afryki doszedł.

W tej sentymentalne historii musi brać też udział książka, a jakże. Na osiemnastkę dostałam „Przesunąć horyzont” Martyny Wojciechowskiej od mojej siostry, a później już poleciało. To był rok, w którym nadrobiłam (niezwykle wtedy modną z resztą) lekką literaturę podróżniczą, a jak mi zabrakło Cejrowskiego i Pawlikowskiej to się przerzuciłam na reportaże. Generalnie nie było już co ukrywać, że siedzi we mnie jakiś obrzydliwy, narwany włóczykij powsinoga, bo naprawdę trudno ukryć spazmatyczny szloch i zawodzenie, że „Ja chcę tam jechać”. Jeśli interesują was happy endy, to trzeba napisać, że Gandalfowi trochę to zajęło, ale w końcu stawił się w mojej norce (bez krasnoludów) i wysłał mnie na przygodę.

Czasami przed wyjazdem czytam sobie kompendium wiedzy o podróżowaniu autorstwa naszego, polskiego Indiany Dżołnsa – Jacka Pałkiewicza. Kupiłam je w zamierzchłych czasach na jakimś spotkaniu autorskim, na które poszłam po przeczytaniu dwóch jego książek, po których jawił mi się jako człowiek-głaz, który spokojnie mógłby się zmierzyć z Marvelowskim The Thing. Wiecie, jeden z tych bohaterów, który w amerykańskich filmach nie odzywa się zbyt często, zapatrzony jest dal, a wokół niego unosi się ta aura „widziałem już w życiu wszystko”.

Cóż. Nigdy nie oceniaj autora po jego książce. Ani przez pryzmat stereotypów utrwalanych przez kinematografię.

„Sztuka podróżowania” to czysta teoria na temat podróżowania w każdych warunkach z anegdotami. Głównie dla tych, którzy wyjeżdżają gdzieś w najbliższym czasie i potrzebują informacji o konkretnym miejscu. Pałkiewicz pisze zarówno o survivalu, jak i o turystyce, o dżungli i o pustyni, o przygotowaniach do podróży i o samoobronie. Przede wszystkim jednak o tym, jak się zachować, kiedy jesteśmy gościnnie w jakimś kraju. Bo myślę, że właśnie tego nam wszystkim bardzo brakuje – wiedzy o „innych” i szacunku dla „innego”. Zarówno człowieka, kultury, jak i środowiska (często nam nieprzyjaznego).

No. A teraz wstaję i wychodzę.

Reklamy

6 thoughts on “Niespokojni / „Yekeleni” i „The Journey”

  1. Ja tylko chciałabym napisać, że kocham Zimmera, kocham „Helikopter w ogniu” (OMG! jaki to jest boski film) i wielbię „Tears of The Sun”, nie wspominając o „Gladiatorze” :D Czyli komentarzowe zachwyty niezwiązane z puentą tekstu :D
    A tak na serio, to warto zachować klasę w podróży, bo czasami można nadziać się na wspaniałe elementy naszego narodu za granicą i wstydzić się, załamując ręce…

  2. The Journey / Kopano Part 3 obowiązkowo musi zawsze znajdować na moim odtwarzaczu MP3 i pewnie już zawsze będę Ci wdzięczna za pokazanie mi tego filmu i tego soundtracku (i paru innych też)

Tu, tu kliknij!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s