Niezgodna. Książka, w której stres zajada się muffinami

Dobra muffinka nigdy nie jest zła.

Z całej książki Veroniki Roth najbardziej podobał mi się film.

Czasami tak jest.

Warto chyba zacząć od Enuma Elisz tej historii, kiedy to kilka miesięcy temu z czystej ciekawości klikam na trailer „Divergent” i słyszę ciężką elektronikę wzbogaconą nerwowymi pociągnięciami smyczków. Position Music raczej tak nie miało. Pan Trammell ma jakiś mocno dubstepowy kryz… fazę.

Ach, właśnie. Intymny fakt z mojego życia: mam niesamowita słabość do muzyki z trailerów: chórów, pompatycznej orkiestry wyrzucającej z trampek i mocnych uderzeń dźwiękowych wbijających w kinowy fotel (wszystko zaczęło się od Mansellowskiego „Lux Aeterna” w wersji epickiej). Moją ulubioną zabawą w kinie jest „Jaki to katalog?”, podczas której odgaduję, która firma wyprodukowała dany utwór pobrzękujący w zapowiedzi przed filmem. Swojego czasu zmuszałam do współzawodnictwa znajomych, aż ci w końcu przestali chodzić ze mną do kina.

(…bo kogo obchodzą kompozytorzy muzyki do zapowiedzi kinowych, c’mon)

W trailerze do „Niezgodnej” słyszymy utwór „Supercollider”, który do ucha nie każdemu wejdzie. Z zasadzie trudno jest przy czymś takim oddychać, bo człowiek czuje się, jakby ktoś go cały czas kopał w mostek. Bo napompowana epickością orkiestra nikogo już nie dziwi i co raz rzadziej rusza. Dodajmy do niej uderzenia dźwiękowe o wadze ciężarówki. A co.

Nie wiem jak wy, ale ja zawsze byłam za mieszaniem czystej krwi z mugolską dlatego gitara elektryczna i orkiestra to dla mnie połączenie idealne. Z mezaliansem elektronika – orkiestra też nie mam problemów, tym bardziej, że wychowałam się na muzyce do Matrixa: Robie Douganie („Clubbed 2 Death” – ciary do dzisiaj) i Donie Davisie w połączeniu z panem Juno (Reactorem). Nawet jeśli jest tak agresywnie, jak u Trammella na „Pillars of Creation”, z którego pochodzi „Supercollider” właśnie.

Bo „Supercollider” to nic. Spróbujcie sobie przesłuchać „Obsydian Butterfly” na słuchawkach. Albo „Filthy”. Doprawdy, nie wiem w jakich momentach życia można słuchać takiej muzyki. Ja raczę się nią bardzo często przy pisaniu. I pewnie będzie to mój album do rodzenia drugiej magisterki, jeśli kiedykolwiek zdecyduję się zacząć ją pisać.

W każdym razie, kiedy obejrzałam trailer „Divergent” pomyślałam sobie, że machnęłabym książkę. Ostatnio zaskoczyły mnie „Igrzyska śmierci”, które okazały się być historią niezwykle mądrą (żeby nie powiedzieć, że dzięki Collins odzyskałam wiarę w literaturę młodzieżową po moim zderzeniu z pierwszym tomem powszechnie znanej sagi wampirzej). Dałam szansę „Niegodnej”, mimo że już po zapoznaniu się z opisem uniwersum wiedziałam, że autorka będzie się musiała zdrowo napracować, żebym uwierzyła w jej wizję dystopii.

Więcej muffinków.

Generalnie cały pomysł chwieje się już w posadach. Nawet nie chodzi o to, że spędzanie ludzkości w stada według cechy (JEDNEJ) ich charakteru jest pomysłem niedorzecznym. Chodzi o to, że geneza takiego układu społecznego została wyjaśniona na tyle mętnie, że nie jest w stanie mnie przekonać (nie czepiam się tutaj szansy na zaistnienie czegoś takiego w prawdziwym świecie, bo III Rzesza tez nie miała prawa zaistnieć, a jednak jakoś tak wyszło, że).

Dystopijność tego świata wcale nie polega na tym, że bohaterowie sowicie obijają sobie mordki i mają naprawdę poważne siniaki. „Niezgodna” pokazuje rzeczywistość, w której system nas szufladkuje i zawęża naszą osobowość do jednego przymiotnika. Więcej! My sami tego przymiotnika pragniemy, bo inaczej przyjdzie nam żyć w skrajnej nędzy. To bardzo dobra nauka umoralniająca. Tylko trudno ją wyciągnąć spomiędzy tej krwi, niepokojąco częstego wstrzykiwania sobie serum w szyję, romantycznego dotykania się opuszkami palców tudzież jedzenia muffin.

Film Burgera poprawił książkę. Wydestylował współczynnik romansu dla nastolatek, ładnie wyznaczył mu granice i wtedy przesłanie stało się jakby bardziej przejrzyste.

Zrezygnował też z muffin (i od razu współczynnik dystopijności podskoczył). Świat, w którym ciągle je się muffiny nie może być taki zły.

Reklamy

8 thoughts on “Niezgodna. Książka, w której stres zajada się muffinami

  1. Też mi się jakoś ten pomysł „podziału” wydawał naciągany. Natomiast muffiny w dystopii? W dystopii to mają chodzić głodni, zapoceni, permanentnie wkurwieni i wystraszeni a nie się ciachami objadać. Chyba, że dystopijność polega np. na tym, że nie ma żadnego innego jedzenia prócz muffinek i wszyscy tyją, a choroby od otyłości zbierają krwawe żniwo. I wtedy zbiera się kilku młodych ludzi, żeby walczyli ze sobą, wygrywa ten, kto nie zejdzie na zawał od ilości wysiłku.

    1. Ja myślałam, że Panem jest naciągane na początku, a tu mi Collins dała prztyczek w nosek.
      Roth nie dała mi nic. Nawet ochłapu wyjaśnienia. Aczkolwiek czekam na finał serii jeszcze. Może się będe wycofywac z tego, kto wie.

  2. Hm, to nie wiem. Jak dla mnie to film powielił błędy oryginału. Czyli na przykład system polityczny jest zarysowany zupełnie nieprzekonująco Cała geneza tego świata zupełnie nie ma twardych posad (o czym zresztą piszesz w kontekście książki, ale w filmie też tego nie ma). Nagle w finale wydarzeń pojawia się silny bunt i silna potrzeba zmiany, ale całość tego wgl nie napędza. Ktoś wspomniał dwa razy o artykułach oczerniających Altruizm i właściwie tyle tego tła społeczno-politycznego. Wielka wojna, której początki mamy w finale zupełnie nie ma uzasadnienia, a cała książka/film skupia się na Tris, jej przemianie w Nieustraszoną i wgl na motywie przemiany i dostosowywania się bądź jego braku. Nie wiem, mnie Roth nie przekonała i film mnie też nie przekonał (w tej kwestii). Podczas, gdy np. w Igrzyskach mocno skupiano się na tym i oczami i umysłem Katniss obserwujemy to mocno (w cz. I). W Divergent tego świata, który tłamsi nie czuć. Co film poprawił, to jedną rzecz – Tris/Cztery, bo w książce to Roth popłynęła w tani banał, psując przy tym Cztery, który jako samodzielna postać, był całkiem, całkiem.

    1. Cztery był całkiem nieźle zarysowaną postacią od samego początku, ale to pewnie dlatego, że to własnie on w zamyśle autorki miał być głównym bohaterem cyklu. Roth obchodzi się z nim w bardzo przemyślany sposób i w efekcie wypada o wiele lepiej niż Tris.
      Nie mówiąc już o reszcie bohaterów.
      Jednak uzasadnienie autorki, dlaczego przesunęła go na pozycję postaci drugoplanowej ma dla mnie sens. To była najlepsza decyzja Roth.

      Właśnie mnie nie chodzi o to, czy uniwersum w filmie wypadło dobrze. Nie wypadło, bo już sam pomysł jest chwiejny. Łącznie z „intrygą” polityczną.

      Mnie się rozchodzi o morał.

  3. No generalnie YA to nie moja bajka (tylko Hunger Games mnie ucieszyło i tak jak u Ciebie zaskoczyło mądrością), więc odpuszczę sobie książkę, film też, a zostanę przy muzyce z trailera, bo wyjątkowo godnie brzmi :D

  4. Swego czasu rozważałam sięgnięcie po tę książkę, zmotywowana właśnie niesamowicie pozytywnym odczuciem jakie pozostawiło we mnie czytanie Igrzysk śmierci z rok temu. Jednak Twój wpis zdecydowanie ostudził mój zapał.

  5. Muffiny i dystopia? To się po prostu nie łączy… Ale widzę, że książce można postawić o wiele poważniejsze zarzuty, niż nadużywanie ciasteczek przez bohaterów;)
    I dlatego zamierzam ograniczyć się do filmu – jeśli w ogóle sięgnę po tę historię.

Tu, tu kliknij!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s