Z cyklu „Jak czytać, żeby przeczytać?”: 100/XX Antologia polskiego reportażu dwudziestego wieku, cz.1

To ważna książka. Wszyscy to wiemy.

Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że przeczytanie tego tomiszcza może stanowić pewien problem. Ba! Co tam czytanie! Już przyniesienie go do domu to zaawansowana logistycznie wyprawa. Pomyślałam, że warto stworzyć platformę wymiany doświadczeń. Dla potomnych. Dla przyszłych nabywców i czytelników. Co by żyło się łatwiej i, przede wszystkim, żeby się czytało. A nie tylko zakupiło i postawiło na półce obok trzydziestotomowej encyklopedii w neutralnym kolorze grafitu.

A więc.

Zebranie funduszy

159 złotych to, jak wiadomo, 548 kajzerek albo pierwsze cztery części sagi o Harrym Potterze w twardych okładkach. Piechotą nie chodzą. Kiedy jest się studentem, trudno sobie taką kwotę nawet wyobrazić (jak każda kwotą powyżej czternastu złotych dziewięćdziesięciu dziewięciu groszy). Proponuję zatem przetrząsnąć wszystkie torebki, stare portfele i zimowe płaszcze, a w porywie desperacji – konta w programach lojalnościowych. Ja swoje szczęście odnalazłam na karcie payback, gdzie znajdowały się niewykorzystane punkty z czterech lat, które zbierałam bez fanatyzmu.

Ale zbierałam.

O, jak dobrze, że zbierałam.

Zamówienie

Pani sklepowa: (rzuca zamówienie na ladę) Uouch!… Co to jest, że takie ciężkie?

Moja skromna osoba: Miłość życia. Nie mają państwo mini-taczek jakichś na sklepie?

Pani sklepowa: Nie.

Moja skromna osoba: …a tragarzy do wynajęcia?

Pani sklepowa: Nie. Ale współczuję. Mamy czekoladki Lindt w promocji.

To ponad trzy kilo żywej wagi, więc jeśli jesteście samotna kobietą pełną goryczy do XXI wieku, w którym nikt nie chce wam drzwi otworzyć, nie mówiąc już o złożeniu spontanicznej propozycji poniesienia ciężkich pakunków, to „Antologia” tylko z dostawą do domu.

[!] Swoją drogą nie o takie równouprawnienie walczyłam.

W zasadzie nigdy nie walczyłam o równouprawnienie.

A, i jeśli już upieracie się przy swojej samowystarczalności, to chociaż zadbajcie o to, żeby wyprawa po „100/XX” była wyprawą TYLKO po „100/XX”. Nie „również po zakupy/ inne książki / złote runo”. Nie „przy okazji po uczelni, z której niosę również laptopa, podręczniki i kubek termiczny”. Nie. TYLKO po „100/XX”.

Uczcie się na moich błędach.

…i zrobić artystyczne zdjęcia instagramem, udając że rozumie się zabawę cieniami i półcieniami…

Lans i podjarka

Na Facebooku powstała grupa „Nie wrzuciłem Antologii Reportażu Szczygła na walla, choć to ważna książka”.

A przecież warto się posiadaniem tego tomiszcza pochwalić. Raz, bo jest drogie, a nas stać (ludzie nie muszą wiedzieć, że płaciliśmy walutą payback). Dwa, bo nasze podjaranie to zawsze jakiś dowód na obycie z literaturą ambitną. Trzy, niech zazdroszczą. A co. Chociażby tego, że udało nam się to przytachać do domu bez mini-taczki.

Ale ja się jaram. Jaram się tak bardzo, że z rozpędu, zaraz po wrzuceniu zdjęcia na twitta zaczęłam tomiszcze czytać. Zazdrośćcie. A co.

Czytanie

To dość gruba książeczka. Ale warto ją przeczytać, skoro już tyle za nią zapłaciliśmy. I naderwaliśmy tyle mięśni przy jej transporcie.

Słyszałam już różne rzeczy. Na Twitterze ktoś biadolił, że „Kiedy ja to przeczytam?”. A moja koleżanka baletnica (niezwykle zarobione dziewczę, ale z wielką miłością do reportażu w serduszku) powiedziała szczerze: „Ja wiem, że to kupię, ale nigdy tego nie przeczytam”. Wprost, ale z wielkim żalem i strachem, że faktycznie tak się może stać.

Ależ błagam was. Kto chce, ten przeczyta.

Tym bardziej, że to jest naprawdę świetna książka do czytania przy okazji, na boku, do podusi.

Ja obrałam system „Jeden reportaż dziennie”, aczkolwiek rzadko się z niego wywiązuję, bo jak czytam jeden, to zaraz chce mi się z rozpędu wciągnąć następny. A jak krótki, to i trzeci. Więcej na raz chyba i tak bym nie dała rady, bo to jednak coś, nad czym trzeba się pochylić i zaangażować nie tylko oko, ucho, móżdżek, ale też siły i cała naszą wrażliwość.

I tak oto, bez większego wysiłku, jestem już w połowie pierwszego tomu.

Bo czytam w kolejności.

Gdyby jednak ktoś wolał czytać na wyrywki (też można, czemu nie), potrzebował wskazówek i z jakiegoś powodu uznał, że jestem odpowiednią osobą do owych udzielania, przyda mu się dalsza część notki.

~ * ~

Pomyślałam sobie, że trudno napisać jest coś o reportażach zawartych w „100/XX”, bo Pan redaktor Szczygieł zrobił to lepiej (łatwo jest napisać o nich zbiorczo, a słowem-wytrychem w tym wypadku jest „monumentalna”). Zamieszczam jednak listę tych tekstów z pierwszej połowy pierwszego tomu, które poruszyły mnie najbardziej. Razem z komentarzami – tymi głupiutkimi i tymi mądrzejszymi.

Ciąg dalszy nastąpi.

~ * ~

Janusz Korczak

Znałam Korczaka głównie z jego tekstów na temat dzieci (czytanych po hebrajsku z resztą). To on. Ta sama wrażliwość i empatia dla ludzi, których nikomu nie chciało się zrozumieć.

Wacław Sieroszewski

„Kartka z podróży” tak sugestywnie napisana, że w pokoju rozpętała mi się burza śnieżna (połowa marca). TAKIE opisy czynić. Marzenie każdego grafomana.

Władysław Stanisław Reymont

„Uciekł do Niemiec z przygodnie poznanym spirytystą” – może bym jednak przeczytała jakąś jego powieść?

Juliusz Kanen-Bandrowski

Jeden z moich ulubionych reportaży z tego zbioru. Felek, wannabe-żołnierz, gimbaza wzruszająca. Aż mi się przypomniało opowiadanie Piekary ze zbioru „Księga wojny”, o którym już pisałam: „Artur Potter Lwie Serce”.

Stefan Bryła

Bardzo aktualny reportaż. Jedziemy zagranico i dziwimy się temu, co tam znajdziemy. Choć wydaje mi się, że częściej dziwujemy sie temu, co znajdziemy w swojej własnej ojczyźnie. I często dajemy temu wyraz na kwejku.

Tadeusz Staniewski

Superciekawy reportaż historyczny o strajku dzieci we Wrześni. Przynajmniej dla mnie, historyka.

Józef Moszyński

Motto Skalskiego we wstępie: „Dobry reporter upędzi bimber nawet z nogi od krzesła”. I ja się z tym zgadzam.

Jan Parandowski

Który pojechał do Grecji dopiero po napisaniu swoich „Mitologii”. Czytałam z wielkim zrozumieniem i empatią, bo sama w podobnych okolicznościach pojechałam po raz pierwszy do Izraela – po latach wyczekiwania, tęsknoty i zaczytywania jej kolejnymi książkami.

Zofia Nałkowska

Z wstępu: „po przeczytaniu pointy czytelnik powinien być już trochę innym człowiekiem”. Plus, muszę przyznać, że opis spotkania Pani Liskiej i porucznika Oniewieckiego zmiękczył mi nogi jak prawdziwej babie.

Ewa Szelburg-Zarembina

Zawsze myślałam, że wsparcie lajkowe i wklejanie w opisy emotkowych zniczy to problem naszych czasów. Okazuje się jednak, że wirtualne zaangażowanie połowiczne istniało już wcześniej. Ostatnie linijki reportażu – bardzo mocne.

Myjcie owoce. Myjcie.

Zbigniew Uniłowski

Już na drugiej stronie tego reportażu byłam nieszczęśliwie zakochana w autorze. I zazdrościłam mu. Sytuacji, w której się znalazł, pióra, percepcji, reakcji. Po przeczytaniu całości zmieniło się tylko tyle, że pozazdrościłam mu jeszcze pointy.

Nie wiem, czy to moja słabość do munduru się tutaj odzywa, czy słabość do przezdolnych ludzi pióra. Ukochałam bardzo i idę wygrzebać spod ziemi inne dzieła Uniłowskiego.

Konrad Wrzos

Tego nie można pominąć. Po pierwsze: dla historii z obradami Rady Ministrów. Po drugie: dla mocnego wstępu. Po trzecie: dla samego reportażu – bo jak się już wstęp przeczyta, to i tekst należy. A później idziemy do kąta i robimy rewizję zachowań własnych.

W dodatku to reportaż o moim rodzinnym Zawierciu (którego „serce bić nie przestało” chyba tylko z uporu i przewrotności), które nadal nazywane jest „zagłębiem bezrobocia”. Tylko Argentyna jest już inna. Wieżowce zdążyły tam wyrosnąć. W jednym z nich kiedyś mieszkałam.

Antoni Słonimski

Znać Słonimskiego. Pisać recenzje jak Słonimski. Szczególnie to drugie.

Gdyby ktoś miał wątpliwości, co do iluminacyjnego charakteru tej książki… Czy wersje na czytniki mają podobne bonusy?
Reklamy

6 thoughts on “Z cyklu „Jak czytać, żeby przeczytać?”: 100/XX Antologia polskiego reportażu dwudziestego wieku, cz.1

  1. I kto tu kołczing uprawia! Toż to kołczing jak się patrzy – jak zakupić, jak się zmotywować, jak znaleźć ukryte w sobie zasoby do przeczytania. ;D
    A tak swoją drogą, to jest mój Wielki Kwietniowy Zakup. Za każdym razem, jak w księgarni jestem, głaszczę z nabożnością jej okładki.

        1. Obczaj sobie zakładkę „O co cho?” to zobaczysz sama, że od zawsze!

          W ogóle tak naprawdę tego bloga założyłam tylko dla jednej notki, której jeszcze nie napisałam, ale jak napiszę, to napiszę, że wszystko inne pisałam tylko dla niej o! I wtedy zobaczysz, że naprawdę od zawsze!

Tu, tu kliknij!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s