„Siku hauzu”, czyli wcale nie oglądam anime: Najlepsze piosenki z openingów

Mama nigdy nie pozwalała mi oglądać „japońskich bajek”, by były „krzykliwe” i „pełne przemocy”.

Zupełnie inaczej niż reszta bajek. Czy w ogóle współczesny świat. Przecież.

Ale nadrobiłam w gimnazjum i liceum. Nigdy nie oglądałam anime jakoś szczególnie nałogowo, ale parę serii się capnęło. Do dzisiaj kiedy jest mi wyjątkowo źle po obejrzeniu Kolejnego Filmu z Zachodu, którego zakończenie dało się przewidzieć już w trakcie odczytywania tytułu, zapuszczam sobie jakąś serię na pocieszenie, gdyż:

a] jeśli chodzi o nieprzewidywalność scenariusza na Japończyków zawsze można liczyć (często nawet trudną ją zrozumieć – zakończenia „The Third – Aoi Hitomi no Shōjo” do dzisiaj nie skumałam);

b] mechy;

c] to, do czego zachodni kompozytorzy potrzebują pełnej orkiestry, japońscy osiągają przy użyciu połowy keyboardu i trzech strun skrzypiec;

d] z piosenki wątpliwej jakości (dla zachodniego ucha) potrafią zrobić tak mocny opening/ending dla serii, że człowiek nagle przyłapuje się na tym, że słucha j-popu.

Słucham j-popu. Choć śladowo, jednostkowo, kapryśnie i wybiórczo. Cóż. Jest taki j-pop, który gdzieś tak od okresu kredy mam ustawiony na budzik. I to jest ten z rodzaju energetycznych i przyjemnych, nie wkurzających. Nawet się chyba tego nie wstydzę.

Zmierzając do meritum. Dżuli zainspirowała mnie, co by podzielić się ze światem moimi ulubionymi piosenkami z openingów/endingów anime (na całe ścieżki dźwiękowe kiedyś przyjdzie czas). Co niniejszym czynię. Póki co, część pierwsza, czyli piosenki otwarcia.

Nie jest to ranking, nie będę wybierać na siłę jakiejś określonej ich liczby, po prostu będzie to, powiedzmy, składanka z ostatniej dekady mojego życia. I kolejność też będzie przypadkowa.

MELL – „Red Fraction” [Black Lagoon]

„Black Lagoon” zachwyciło masy, może dlatego, że ma w sobie coś z Tarantino. Jedyne anime, które mogłabym obejrzeć drugi raz z angielskim dubbingiem (powód jest dość oczywisty dla tych, którzy widzieli). Jeśli chodzi o piosenkę MELL – nie wsłuchujcie się za bardzo w tekst. Poglądowo można zobaczyć jeszcze pełną wersję utworu z okolicznościowym teledyskiem i remix, na swój sposób przyjemny.

COOL JOKE – „UNDO” [Fullmetal Alchemist]

Już pomijam fakt, że „FullMetal Alchemist” jest w moim prywatnym top 3 ulubionych anime wszechczasów (i to w obu wersjach – oddaję szacunek wersji pierwszej za zakończenie, po którym ryczałam trzy dni). Jeśli chodzi o warstwę muzyczną zdecydowanie wolę wersję pierwszą, bez podtytułu „Brotherhood”: Michiru ponad Akirę. Temat przewodni był lepszy. Openingi / endingi też. „UNDO” jest własnie tym j-popem, który przez długi czas miałam ustawiony na budzik.

Fat Jon – „Way of the Samurai” [Samurai Champloo]

O ile „FMA” jest w top 3, „Samurai Champloo” jest najbliżej mojego serduszka. Watanabe pokochałam najpierw za „Kid’s Story” i „A Detective Story” z „Animatrixa”. Później za „Samurai Champloo” i dopiero na końcu za „Cowboy Bebop”. Uwielbiam jego skrupulatność historyczną, którą sobie odbija z nawiązką w warstwie muzycznej. Tak więc era Edo i hip-hop. Bo niby dlaczego nie?

„Inner Universe” – Yoko Kanno f. Origa f. Ben del Maestro [Ghost in the Shell Stand Alone Complex]

Ten utwór podrzucam w pełnej wersji, bo jest niesamowity. Po pierwsze: Yoko Kanno, która sama w sobie jest skondensowaną niesamowitością. W dodatku bardzo wszechstronną. Do tego Origa z genialnym wokalem (rzućcie okiem na jej bio, jak wam się chce). No, i… uwaga, uwaga, sam Ben del Maestro. Tak, ten chłopiec ze ścieżki dźwiękowej do „Władcy Pierścieni”.

Ikimono-gakari – „Blue Bird” [Naruto Shippuden]

Harmonijka ustna. I już się mordka śmieje. I to nie jakaś melancholijna, pitoląca, tylko harmonijka po całości (jest szansa, że wydobywają ją z syntezatora, ale kto by sięprzejmował). No, i bardzo lubię, jak Japonki śpiewają po zachodniemu, z przepony, ha.

Toshiyuki Omori – „The Sacred Moon” [Shingetsutan Tsukihime]

Bardzo specyficzne anime i na pewno nie każdy przez nie przebrnie. „Sacred Moon” w openingu niesamowicie gockie, ale ze smakiem. Od samego początku otula nas odpowiednim klimatem.

MONORAL – „Kiri” [Ergo Proxy]

Dla wielu anime kultowe, dla mnie dobre (spróbuje jeszcze raz, może wtedy czas nie był odpowiedni). Jeden z najpiękniejszych openingów, jakie widziałam w życiu. Piosenka, którą się zarzynało w głośnikach nie jeden raz. Lubię takie gitary. I taki wokal. Koniecznie dobrnijcie do pełnej wersji.

~ * ~

Na pewno o czymś zapomniałam. Także nie krępujcie się mi tego wytknąć.

A na endingi przyjdzie czas, więc stay tuned.

Reklamy

3 thoughts on “„Siku hauzu”, czyli wcale nie oglądam anime: Najlepsze piosenki z openingów

  1. Black Lagoon – uwielbiam. Opening działa jak potężny kop z zadek, przynajmniej dla mnie.
    Oglądasz „Naruto”? (tak oglądam ten opening i już mnie Sasuke wkurza, od pierwszej minuty :D)
    Yoko Kanno to absolutne mistrzostwo.
    To ja jeszcze dodam od siebie z openingów „Kiseki no Umi” z Record of Lodoss War i pierwszy opening do Shingeki no Kyojin (wiem, przereklamowane, z błędami i wszyscy się tym podniecają jak pierwszym śniegiem w grudniu ;))

    1. Trzy pierwsze odcinki obejrzałam, a Shippudena pięć środkowych (bo ktoś mi bardzo chciał pokazać jeden filler). :) Nie mam zdrowia do Naruto.

      „Sie sind das Essen und wir sind die Jäger!!”
      ?
      Nie.

      :]

Tu, tu kliknij!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s