Dla dzieci. Odpowiednio dorosłych

Pamiętam, jak kiedyś wszystkie losowane Mikołaje kończyły się tym, że dostawałam stroik świąteczny. Albo skarpety. Jak już pisałam – nigdy nie zrozumiem zachwytu Dombledore’a nad ideą ciepłych skarpet pod choinką (zamiast książek), więc było dla mnie wielką radością (i ulgą), kiedy tym razem po rozerwaniu „Gazety Wyborczej” (serio), w którą zapakowany był prezent (poważnie serio) oczom moim ukazała się…

Książka. Uff.

Przy okazji, jeśli mój Mikołaj to czyta: doceniam kreatywne opakowanie. Nie wiem, czy jest wynikiem prozaicznego braku papieru ozdobnego, czy ma w sobie drugie dno pełne aluzji. Jednakowoż apeluję do moich potencjalnych przyszłych Mikołajów: możecie mi wszyscy pakować prezenty w „Gazetę Wyborczą”. Bardzo mi to odpowiada i (z kompletnie dla mnie niepojętych przyczyn) usiało mi twarz uśmiechem.

Do pełnienia zaszczytnej roli Książki na Prezent wybrano „Odda i Lodowych Olbrzymów” Neila Gaimana. Opowiastka krótka, z obrazkami dodającymi jej uroku. Oto Gaiman znowu babra się w swoich ukochanych mitach skandynawskich i swoim zwyczajem już na 13 stronie robi poważne ziaziu głównemu bohaterowi. Ten jednak nie daje się i równie pogodnie,co irytująco uśmiecha się raz na akapit do samego końca opowieści.

Jest to Gaiman, którego czytać będę dzieciom swym, o ile kiedyś jakieś wydam na ten świat. Już nie mogę się doczekać, kiedy zaintonuję im swym altem ten oto fragment:

a1e3042873e611e38acb12a792d289a8_8

79a0c9a073e611e3909c123696e3fbe5_8

Patrząc na okładkę książeczki grzebałam w pamięci za muzykę ze śniegiem, ale nie groźnymi lawinami. Raczej skrzącym się w słońcu i przyjemnie chrupiącym takim, na którym widać pojedyncze śnieżynki. Pierwsze, co mi przyszło do głowy to Narnia i Harry Gregson-Williams, ale po jednym z opowiadań z „Rzeczy ulotnych” wiem, że Gaimana trzeba trzymać jak najdalej od  Lewisa (tyle lat minęło, a ja nadal mam ochotę przebić Panu opony w aucie, Pani Neil). Świeżutkie „Frozen” Christophe Becka jest, jak na bajkę Disney’a przystało, słodkie i radośnie dziecięce. Tymczasem nie można mieć gwarancji, że Neil nic / nikogo nie popsuje jakąś tragedią – nawet jeśli pisze książkę dla dzieci.

I wtedy przypomniałam sobie o Jamesie Newtonie Howardzie, który niegdyś napisał zupełnie przeciętną ścieżkę dźwiękową do „Królewny Śnieżki i Łowcy”. Aczkolwiek rzecz miała swoje momenty. Na przykład motyw głównej bohaterki:

Pianino delikatne i cudownie kojące , a jednak czai się w tych nutach echo jakiejś tragedii – jak przystało na „baśń dla dorosłych”. Podobnie rzecz się ma w utworze „White Heart”  (który pojawia się w najbardziej irracjonalnej scenie roku 2012). Tym razem pianino uzupełniają liryczne skrzypce, flety i… no właśnie. Czym najlepiej zilustrować skrzący się w słońcu lód? Oczywiście harmoniką szklaną. Jest więc i harmonika.

Jest na tym niepozornym soundtracku jedna piosenka, która ma moc rozgromienia dowolnie wybranej armii. Do dzisiaj nie wiem, dlaczego Panowie z szanownej Akademii nie nominowali jej do Oscara (Panom też radzę przypilnować swoich opon w aucie). Florence Welch, osoba niezwykle kreatywna, wrażliwa, fascynująco inteligentna artystycznie, kiedy Howard poprosił ją o napisanie utworu do „Królewny Śnieżki…” postanowiła ugryźć temat od drugiej strony. Bo wszyscy by się spodziewali utworu z punktu widzenia Śnieżki. Florence oddała głos Złej Królowej (moim zdaniem ten film i tak był o niej, a już na pewno jedyną osobą, która zaistniała na ekranie była Charlize Theron). I wyszedł utwór-huragan emocjonalny. Jeśli chodzi o tworzenie huraganów, to Welch jest bardziej skuteczna niż efekt cieplarniany.

Reklamy

11 thoughts on “Dla dzieci. Odpowiednio dorosłych

  1. Opakowanie w Wyborczą uznaję za cudnie kreatywne :D Ja bym do tego dodała czarny sznurek i zrobiła jakąś karteczkę przewrotną, również motywem gazety, to całość byłaby totalnie cacy :D

    Ale ta książeczka cudnie wygląda! Uwielbiam babranie się Gaimana w mitologii. Za każdym razem jak czytam jakiś jego tekst, to od razu czuję się jakbym trzymała zagadkę w rękach i miała za zadanie rozszyfrować całość, doszukując się mitologicznych elementów.

    Filmowy motyw brzmi faktycznie godnie i odpowiednio leśno-przygodowo :) Czuć klimat. No i Florence niezastąpiona również. Samego filmu nie widziałam, ale teraz leci od jakiegoś czasu na Canal+, to nadrobię :)

    Pozdrawiam!
    O.

    1. Te mitologiczne elementy u Gaimana są stosowane dość jawnie i doraźnie. Asgard jest u niego Asgardem, a Loki Lokim. Nie przypominam sobie, żeby kiedyś używał mitologii bez wykładania kawy na ławę, kto jest kim…?

      Jak już pisałam – film to Theron. I dla niej samej warto ten obraz przemęczyć :)

      1. A przeciez 3 kobiety jako Mojry w „Oceanie na koncu drogi”, czy Shadow jako Baldur w „Amerykańskich Bogach” nigdy nie byli nazwani po imieniu :-) można było jedynie zgadywać i wyszukiwać analogicznych elementów.

        Lubię Theron, więc jak natrafię to przemęczę przy okazji :-)

        1. Za Mojry zwracam honor.
          [Właśnie dotarło do mnie, jak bezczelnie przeskanowałam wzrokiem tę książkę]

          A „Amerykańskich…” czytałam lata temu, więc nie pamiętam dokładnie, ale… Skoro Cień nie był nazwany, ale wiadomo było, że jest synem Wednesday’a, ale Wednesday nie był (już) Odynem – o czym poinformował go Odyn na końcu – to czy był w takim razie Baldurem (?), czy tylko, no właśnie… Cieniem Baldura (?) :D :D

      2. No właśnie! Ale nikt nigdy nie nazwał Baldura po imieniu i cała zabawa polegała na tym, żeby rozpoznać w nim cień tego, który zaginął na wieki.:D On szuka swojej tożsamości (i nigdy już nie odnajdzie, nieważne ile razy będzie odradzać się na nowo), a my szukamy razem z nim.

        A mi tak naprawdę to chodzi mi przede wszystkim o to, że u Gaimana mitologia jest zarówno dosłowna, jak i symboliczna. Czytelnik jednocześnie.napotyka konkretne, dosłowne elementy np. Odyn, czy Mojry w „Amerykańskich Bogach”, albo musi ich poszukać na bazie tego, co sam wie z danej mitologii np. Baldur w „Amer…”, czy znowu Mojry, ale w „Oceanie…” :D

        A wiesz w ogóle, jak mało osób wynajduje JAKIEKOLWIEK analogie mitologiczne u Gaimana? Ja byłam w szoku jak czytałam recenzje osób, które w ogóle nie wyłapały kontekstu, bo nie mają pojęcia o jakiejkolwiek mitologii!

        Pozdrawiam :D

          1. Są tacy ludzie, są – poturlaj wzrokiem po niektórych blogach, to znajdziesz ;)

            Od początku opowieści pojawiają się kolejne wskazówki ale np. przybicie dzidą do drzewa i niemoc powrotu do swojego świata. Shadow na zawsze pozostanie cieniem tego, kim był dawniej, bo nigdy wszyscy nie staną po jego stronie (przez Lokiego i jego zdradę w przeszłości) – całość będzie powtarzać się w nieskończoność.

  2. Okładka wygląda cudnie! <3
    A co do wybranego przez Ciebie soundtracku – uwielbiam Florence, więc to chyba mówi samo za siebie :)

    Pozdrawiam,
    W.

Tu, tu kliknij!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s