Dlaczego nigdy nie zrozumiem Dumbledore’a

Mój bożonarodzeniowy poranek od lat wygląda tak samo. Moszczę się wygodnie w fotelu, chwytam kubeczek kakao i otwieram tę samą książkę, co zwykle:

Słowo daję, brakuje tylko tęczy i hasających jelonków w tle, taka sielanka.

Moja miłość do Tolkiena jak uczuciem potężnym i ponadczasowym. Wierzę, że mogłaby pokonać jakieś zło (pomniejsze na pewno). Nie przeczytałam jeszcze wszystkich jego/o nim książek, bo dozuję je sobie tak, żeby wystarczyło na dłużej. Jednak wszystkie, które już mam za sobą, przeczytałam po kilka razy. I za każdym razem, nadal, czytam je z zachwytem. Niech istoty marudne, którym przeszkadzają „opisy przyrody” zamilkną na wieki, bowiem mocą Tolkiena jest właśnie to, że w Śródziemiu każdy krzak ma swoją legendę (z moich obserwacji wysnuwam smutny wniosek, że Ci, którzy nigdy nie przedzierali się przez opasłe tomiska wypełnione historią naszego uniwersum w celu zdania jakiegoś okropnie trudnego egzaminu ze średniowiecza, raczej nie posmakują „Silmarillionu” w pełni – ale Ci mają swojego Piekarę, innego Kresa, albo w ogóle ścisłoumysłowe s-f Dukaja, którego dzieła mój humanistyczny umysł chyba do końca życia będzie przeżywał z zachwytem tzw. „wioskowego głupka”: bez krzty zrozumienia, o co chodzi i jak to działa, ale z podziwem, bo ładnie mruga, błyszczy i gra melodyjkę).

Charakter pisma Niedźwiedzia Polarnego wzbudza pewne okołokrasnoludzie podejrzenia.

Jest jednak jedno dzieło Tolkiena, absolutnie jedyne w swoim rodzaju, które czytam od kilku lat i jeszcze nie skończyłam. Są to właśnie „Listy Świętego Mikołaja”, które przyjmuję dawkami w bożonarodzeniowe poranki. Tolkien, jako człowiek, który nie mógł powstrzymać się od pisania, co roku stawał się ghostwriterem samego Świętego M. oraz jego kolegi z Bieguna Północnego, Niedźwiedzia Polarnego. W ich imieniu pisał listy do własnych dzieci. Z czasem dzieci podrosły, krótkie liściki się rozbudowały, a sam autor mógł poluzować wodze swojej fantazji i uzupełnić proste życzenia o nowe postacie i intrygi.

Kochany pomysł.

Bardzo się cieszę, że Christopher zdecydował się opublikować te listy i że zrobił to w takiej formie: wraz z przedrukiem oryginałów. Jako Tolkienowa psychofanka mam z nich naprawdę kupę radości. Jestem dopiero w połowie, na roku 1933, więc na parę lat dzieciństwa jeszcze wystarczy.

Może dlatego w Święta zawsze chciało mi się wrócić do jakiejś książki Tolkiena? W tym roku miałam niesamowita ochotę przeczytać raz jeszcze „Dzieci Húrina”, ale WTEM! Pod choinką znalazłam „Listy”. Zatem będą  „Listy”. Wyczekane. Umiłowane. Nie oderwę się od nich chyba.

Oriana, Tolkien i Hodder na przyczepkę. Dumbledore byłby poważnie zasmucony.

[!] Nigdy nie rozumiałam cierpień Dumbledore’a z powodu zasypywania go książkami na Święta. Nigdy nie rozumiałam, dlaczego marzył o ciepłych skarpetach. Ale to pewnie dlatego, że mnie skarpet pod choinką nigdy nie brakowało. Ani rajstop. Ani kapci.

Jest jeszcze jedna książka, a raczej całą seria, do której instynktownie mam ochotę wrócić w czasie świątecznym. Bo jednym Boże Narodzenie kojarzy się z zapachem piernika, innym z pierogami, a mnie z nowiutkim tomem „Harry Potter i Komnata Tajemnic” (którą czytałam brnąc samochodem przez zawiane śniegiem pola w drodze do babci). Dlatego dzisiaj, kiedy wracam do domu w grudniu, jakoś dziwnie ciągnie mnie do Hogwartu. I raczej z tym nie walczę, bo przecież wewnętrzne dziecko (wierzę, że każdy z nas gdzieś tam w środku je ma) trzeba dokarmiać regularnie.

Tak, zaklinam świąteczny nastrój. Nie tylko książkami, ale przede wszystkim muzyką. Lejdis end dżents. Moja ulubiona kolęda w ulubionym wykonaniu. Ian Anderson i jego wariacje na temat „God Rest Ye Merry Gentelmen”.

Reklamy

One thought on “Dlaczego nigdy nie zrozumiem Dumbledore’a

Tu, tu kliknij!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s