Czy Bilbo miał książkę w plecaku?

Na lotnisko w Pyrzowicach zmierzałam w takim (dostojnym) stylu.

Wyjeżdżając na inny kontynent owszem, zaopatrzyłam się w awaryjne tomiszcze. Była to z resztą biografia Tolkiena autorstwa Grotta. Bardzo chętnie napisałabym o niej coś więcej (np. czy jest ciekawsza od biografii Carpentera), ale byłam tak zajęta przeżywaniem Izraela, że przeczytałam tylko jej tytuł. Jak zwykle w takich przypadkach.  Ale wziąć trzeba było, bo jakże tak bez.

No, i na miejscu kupić coś trzeba, bo jakże tak nie. Tym bardziej, że (nie wiedzieć czemu) w Polsce kupienie książki po hebrajsku jest dość problematyczne, tym bardziej, jeśli chcemy aby opiewała postać żołnierza w kinematografii izraelskiej. Kiedy za nią płaciłam nie wiedziałam jeszcze, że ów publikacja, w kolorze napromieniowanej pistacji, w odpowiednim momencie złagodzi obyczaje i przełamie lody.

Z nadłamanym serduszkiem stoję na lotnisku w Tel Awiwie czekając w kolejeczce na odprawę i powrót do kraju. Pani Celnik zaczyna mnie wypytywać kim jestem, ile dni tu byłam, gdzie nocowałam, norma. W końcu pada pytanie, czy przyjmowałam prezenty od kogoś świeżo poznanego. Też norma. Zgodnie z prawdą odpowiadam, że owszem. Zostaję zaproszona na boczek, gdzie świecznik dla Mum, który dostałam od Józefa zostaje przebadany z większą skrupulatnością niż pacjenci w polskiej służbie zdrowia. Znów norma.

Ale jak tu nie przyjąć takiego prezentu? Jednym z poważnych plusów podróżowania samotnie po Izraelu (czego mimo wszystko NIE polecam przedstawicielkom płci pięknej) jest to, że zwiedzanie można uzupełnić o przysiadanie tu i ówdzie, i rozmawianie z autochtonami bez obaw, że przewodnik pielgrzymki zaraz każe zwiedzać kolejny kościół/ synagogę/ meczet. Często korzystałam z tego przywileju. Na przykład wtedy, kiedy (znowu) zabłądziłam na Starym Mieście w Jerozolimie i trafiłam na jakąś pustawą uliczkę w dzielnicy chrześcijańskiej. Turystów brak, bo nie było na niej ani pół zabytkowego kościoła. Zamiast tego trzy sklepiki: jeden z rękodziełem, drugi z dewocjonaliami, trzeci z jedzonkiem. Sprzedawcy siedzą przed drzwiami z lekkim rozleniwieniem przesuwają pionki po planszy jakiejś gry. Niby coś sprzedają, ale widać, że nie jest to sensem ich życia.

DSC_3465
Stoisko z tanimi (dla autochtonów) książkami na dworcu w Jerozolimie.

Przystaję na chwilkę przy sklepie z rękodziełem i słyszę, że ktoś mnie woła ze środka. Wchodzę zatem, może znajdę kubek dla Mality, która czyta, o który mnie prosiła. Pośród ceramiki wszelkiej maści i kolorów, ozdobionej mozaikowym wzorem siedzi sprzedawca i częstuje mnie czymś podobnym do pasztecików, jeno farsz był raczej bezmięsny. Sprzedawca Józef: izraelski Arab i w dodatku chrześcijanin. Proszę nie wytrzeszczać oczu, w Jerozolimie dość często można spotkać podobnych Józefów. Przepracował wiele lat za słuszną pensję, teraz jest na emeryturze, a malowanie po naczyniach to jego hobby. Ot, tak. Dzieci odchowane, a coś w życiu robić trzeba. Zostaję na dłużej, rozmawiamy, w międzyczasie ja wybieram kubek i płacę za niego „co łaska”. Oprócz tego Józef wciska mi w ręce jeszcze miseczkę, dwa obrazki i świecznik, w którym, przyznać to trzeba, to i owo zmieścić by się mogło.

Tyle, że nic niebezpiecznego tam nie było. Służby celne świecznik Józefa prześwietliły i obmacały na wszystkie strony. Bez irytacji, spokojnie i uprzejmie. Jeśli ktoś był kandydatem do przejścia w stan irytacji, to tylko ja sama, szczególnie, że następnym punktem programu była kontrola sprzętu elektronicznego. A miałam tego dużo. Już przy samym wymienianiu („No, wie Pan, trzy ładowarki, aparat, dwa obiektywy, dwa telefony…” itd.) poczułam smutek i żal. Celnik z resztą chyba też, ale procedura to procedura. Nie ważne jak długo, skrupulatnie i z jak wielkim pietyzmem pakowałeś swój plecak, żeby mogło się w nim zmieścić więcej, niż może. Musisz wszystko z niego wyciągnąć. Raz jeszcze – bo pierwszy raz zrobiłeś to udowadniając, że Józef po prostu bardzo Cię polubił.

Wyrzucam zatem (ponownie) wszystkie złącza i ładowarki chyba z pięć minut. Oddzielam ziarno od plew wyplątując jakiś kabel z rajtek. Wyciągam zapasowy telefon ze skarpety. Tylko z moim laptopkiem w barwie radioaktywnej pistacji (Malita, nabijałaś się z niego, a celniczki izraelskie na jego widok się rozczuliły doszczętnie i stwierdziły, że w życiu nie widziały nic bardziej uroczego) nie było problemu. Celnik uprzejmie mi współczuje, ja współczuję sobie, oboje zatapiamy się w jeziorze współczucia do mnie i wtedy wypada wspomniana już równie radioaktywna książka. O żołnierzach.

Sandman. Byłam dzielna. Nie kupiłam.
Sandman. Byłam dzielna. Nie kupiłam.

To, że starałam się z autochtonami rozmawiać po hebrajsku zazwyczaj ich wzruszało i radowało (głównie wtedy, kiedy myliłam słowa). Natomiast czytanie, rzecz trudna, wywołało prawdziwe zaskoczenie i podekscytowanie. Serio? Ale że tak bez nikudu, kropeczek i kreseczek podpowiadających, która samogłoska powinna pojawić się w wyrazie zapisanym (uproszczając) samymi spółgłoskami? Po chwili pół lotniska (hiperbolizując) wiedziało, że gadam po hebrajsku. I że czytam. Bez nikudu. Człowiek, któremu edukacji nikudem nie upraszczano nawet na samym początku walki z hebrajskim zupełnie nie czuje, że jest to jakiś wielki wyczyn. Ale uśmiech wypływa mu na mordkę jakoś tak sam.

Nie pamiętam, czy książkowy Bilbo zabrał w podróż pod Samotną Górę jakąś lekturę. Z filmu dowiedzieliśmy się tylko tyle, że zapomniał zabrać chusteczki. Jestem jednak pewna, że gdyby domniemana książka wypadła mu z plecaka podczas pobytu na włościach Smauga historia potoczyłaby się dużo przyjemniej. Dla Bilbo. I być może dla smoka. Książki lepsze niż lodołamacze. Wiem, co piszę.

Choć jeszcze lepszy jest hummus, który wypadł mi z plecaka chwilkę później.

Reklamy

2 thoughts on “Czy Bilbo miał książkę w plecaku?

Tu, tu kliknij!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s