[Łamiąca wiadomość:] Adaptacja „Złodziejki książek” z Williamsem w tle

No, dobrze. Nie jest to może njus najświeższy (żeby nie napisać, że pamiętają go najstarsi, internetowi Aztekowie), ale dla mnie łamiący bardzo. Naprawdę nie wiem, jak mogłam przegapić TAKĄ informację. Ale, dzięki mojej ignorancji, wiadomość mogła spaść dzisiaj na mnie jak grom z jasnego nieba, a był to grom bardzo przyjemny. Jedna z najważniejszych książek mojego życia (na pewno jest w tak zwanym „top ten”), „Złodziejka książek” Markusa Zusaka, doczekała się ekranizacji. Więcej! Odbyła się już nawet premiera światowa. 4 października na Mill Valley Film Festival. I ja o tym nie wiedziałam. Co za wstyd.

Zachowajmy spokój, w Polsce premiera dopiero w marcu.

Dzisiaj „Złodziejka książek” może stoi gdzieś w drugim szeregu na regale (w godnym towarzystwie, bo pomiędzy Tolkienem a Mannem), ale zajmuje bardzo zaszczytne miejsce w moim serduszku. Po pierwsze, wygrałam ją w jedynym konkursie literackim, w jakim brałam udział na przestrzeni dziejów. Po drugie, przeczytałam ją po moim pierwszym semestrze studiów judaistycznych, tuż po pierwszych egzaminach i wnikliwej lekturze książek Untermana i Balabana (który latał po ścianach, oj latał, bo rzucanie kserówkami to najlepszy sposób na obniżenie poziomu frustracji).  Może dlatego postać ukrywanego w piwnicy Maksa szczególnie przykleiła mi się do duszy.  Maks jest absolutnie perfekcyjny. Nie mówiąc już o jego książce, którą ofiarował tytułowej złodziejce. „Zbędny człowiek” roztopił mnie emocjonalnie.

Trzeci powód. Filtr Zusaka. To była chyba pierwsza przeczytana przeze mnie książka, w której dziecięca niewinność wcale nie łagodziła wojennej rzeczywistości. „Złodziejkę…” przeżyłam zupełnie inaczej niż np. filmową adaptację „Chłopca w pasiastej piżamie” (książka Johna Boyne nadal przede mną, dzisiaj tyle powodów do wstydu), gdzie dziecinny punkt widzenia, pełen kolorów i zadyszki od hasania po lesie, służył tylko temu, żeby kontrastować z zakończeniem, [quasi-spoiler] po którym człowiek chce na wzór tolkienowych Elfów położyć się na podłodze i umrzeć z żalu [/quasi-spoiler]. W „Złodziejce…” filtr jest o wiele bardziej złożony, prawdziwa pisarska incepcja. Narratorem jest Śmierć, która chyba trochę stara się spojrzeć na wojnę oczami Liesel. Zatem patrzymy oczami dziecka, ale rozumiemy ją umysłem dojrzałym, a może nawet przejrzałym – w końcu nieśmiertelnym (dlatego o wiele łatwiej utożsamia się z narratorem czytelnik z XXI wieku, który wie czym jest Holokaust, zna statystyki, a może nawet włożył większy wysiłek i zagłębił się w przerażające szczegóły). Mam wrażenie, że Śmierć zachowuje reporterski dystans, ale tylko do pewnego momentu, w którym na chwilkę, bez szaleństw, przez przypadek (?) pokazuje się jako istota z uczuciami. Pomysł mistrzowski. I trudny do wykonania. Wyszło bez zadęcia i za to Zusaka należy docenić.

[!] Dlatego uważam, że jeśli postać Śmierci nie pojawi się z filmie, może się okazać, że już nie jest to „Złodziejka książek”, którą dał nam Zusak.

Tak naprawdę najgorszym aspektem tego, że przegapiłam informację o „The Book Theif” nie jest to, że to jedna z moich życiowych „Top Ten”. Powiedzmy, że każdemu może się zdarzyć. Ale że pozwoliłam wyślizgnąć się wiadomości o nowym projekcie maestro Johna Williamsa? Który komponuje coraz rzadziej i każdy podpis złożony przez niego na umowie jest wydarzeniem na skalę Rolling Stonesów w Warszawie w 67? Taki wstyd. Choć można się usprawiedliwić tym, że „The Book Thief” przyćmiła w mediach informacja o wkładzie Williamsa w kolejne części „Star Wars„.

Ścieżka dźwiękowa ma już swoje miejsce na amazonie, można posłuchać 30-sekundowych przekąsek, ale premiera dopiero 8 listopada. Robią smaka, dranie i grają na emocjach Bogu ducha winnych psychofanów.

Reklamy

3 thoughts on “[Łamiąca wiadomość:] Adaptacja „Złodziejki książek” z Williamsem w tle

  1. Chciałam tylko zeznać, że to jedna z najgenialniejszych powieści EVER i że mało co mnie tak emocjonalnie przeczołgało. Że książka jest doskonała, i że jak zabraknie Śmierci w ekranizacji, będę ciężko obrażona. I że czemu ten marzec tak daleeeeeeeeeeeeeko!

Tu, tu kliknij!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s