Nigdy nie robię zdjęć „stosikom”, ale kiedy już robię…

…musi być to „stosik” wyjątkowy.

Wchodzę do leża samorządnych studentów, braci-polonistów. Na dobry początek niemal potykam się o pudło z książkami. Komentuję to zaskoczonym „łOj!”. Wysłana na reporterskie łowy dźwięków dla Mality, która czyta, rozglądam się w poszukiwaniu wspomnianych już polonistów, ale zamiast nich widzę sterty książek. Kopy. Poukładane kolumnami sięgającymi do mojego pasa. Zjawisko tak piękne, że się nawet redaktorom „National Geographic” nie śniło. Zachwycam się na głos, chwaląc wystrój pomieszczenia. Czuję jak budzi się we mnie zachłanny Smaug, który zabrałby te wszystkie tomiszcza do domu.

Tymczasem na horyzoncie pojawiają się bracia-poloniści. I mówią, że książeczki są kompletnie bezpańskie, bezdomne, przeznaczone do utylizacji. I że można brać. Skandal. Zatem biorę i ratuję – jak mus, to mus.

Udało mi się uratować tylko cztery (patrz: plan pierwszy), bo pod ręką nie było żadnej ciężarówki, ani nawet reklamówki. Trzymając je w objęciach opuściłam leże.  Już są bezpieczne.

Nie było również czasu, aby starannie zbiory przegrzebać, więc wzięłam:

– to, co trzeba [Brett, którego „Malowanego Człowieka” lubię mniej niż bardziej, ale nie znaczy to, że nie trzeba dać szansy „Pustynnej Włóczni” (tym bardziej, że napatoczyła się w takich okolicznościach)]

– to, co uwiodło absurdem [na okładce „Afrykańskiej przygody” jest cytat: „Muszę ci o czymś powiedzieć. Ten człowiek-lampart, którego tropiliśmy to… ktoś z naszego obozu!”. W tym miejscu następuję dramatyczne DAM DAM DAM DAAAAM!]

– to, co się przyda [„Fiasko – Podręcznik nieudanej egzystencji” Tomasza Mazura]

– to, co nie zaszkodzi [„Historia Mediów” – może kiedyś się przemogę i zajrzę. Wygrzebałam egzemplarz ozdobiony markerem ułatwiającym spożycie]

Co zaś się tyczy stosiku w tle, proszę na niego nie zwracać uwagi. Jest mój typowy stosik (a raczej jego 4/7) „Czytam teraz”. System „skończ jedną, wtedy zacznij następną” nigdy się u mnie nie sprawdził. W moim świecie istnieją książki na wieczór, do tramwaju, na drogę, wymagające skupienia, deszczowej pogody (no, przeczytaj sobie Palahniuka, kiedy nie ma ani jednej chmurki na niebie!), odpowiedniego jedzenia i innych tego typu okoliczności przyrody. Dlatego bardzo wiele książek zaczynam i kończę je w dogodnym momencie.

I to jest własnie jeden z powodów przez który robienie zdjęć „stosikom” w moim przypadku kompletnie nie ma sensu. Jestem bardzo spontanicznym czytelnikiem. Nerwowo spontanicznym. Czytelnicza nadpobudliwość i ADHD.

Reklamy

10 thoughts on “Nigdy nie robię zdjęć „stosikom”, ale kiedy już robię…

  1. Ohhh, a więc to są te sławetne cztery książki! Raduje mnie, że działalność reporterska zakończyła się łupem materialnym.
    PS. Ja też czytam po pięć książek naraz, stosownie do chwili: do autobusu, do jedzenia, na wieczór, na odmóżdżenie…

  2. Ooo… też bym ratowała! Szkoda, że u mnie nikt się nie pozbywa w ten sposób książek, bo nie wiem jak bym to zrobiła, ale zatargała ze sobą wszystkie, albo chociaż większość :D

    Sama też mam książki na różne okazje i mama zawsze się dziwi jak mogę czytać kilka tytułów na raz. Nie wiem jak, ale to działa, więc kontynuuję ten sposób zapoznawania się z kolejnymi tytułami ;)

  3. Też kiedyś ratowałem książki. W szkolnej bibliotece robili porządki i pod kontenerem leżały całe kartony. Było tam z dziesięć egzemplarzy zbioru opowiadań Lema, atlasy, lektury szkolne gorsze i lepsze, relikty PRL takie jak opasły zbiór wierszy w twardej opiewających Lenina i sojusz robotniczo-chłopski. Astrid Lindgren, Szklarski, Niziurski. Same perły. Książki do utylizacji, to brzmi strasznie. Nawet najgorszą grafomanię lepiej komuś oddać niż zmielić. A Brett jest bardzo fajny, szkoda że tylko pierwsza księga drugiej części, bo resztę będziesz musiała dokupić/pożyczyć.

    1. Więcej! Ja nawet uważam, że grafomanię warto czytać, nie tylko rozdawać, czy ją komentować. Trochę głupio wydawać na nią pieniądze, ale każdemu się zdarzy… ;)

      W ogóle to muszę kiedyś zrobić sobie objazd po bibliotekach i zapytać, czy nie mają czegoś do wywalenia. Jak już będę miała swoje mieszkanie, w którym będę mogła gromadzić książki bez wizji majaczącej sie z tyłu głowy, że kiedyś trzeba będzie te tony przewozić z okazji wyprowadzki.

Tu, tu kliknij!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s