Ewangelia 2000

Jedne z najbardziej fascynujących przypadków muzycznych odnajduję na Bliskim Wschodzie. Mam niesamowita słabość do ćwierćtonów (w szczególności do facetów śpiewających ćwierćtonami). Poza tym uwielbiam też mądre zlepianie skrajnych estetyk i instrumentów w mieszanki wybuchowe. To, co dla Hansa Zimmera jest lekką herezją (acz nie przeszkadza mu to jej kultywować), czyli połączenie gitary elektrycznej i orkiestry symfonicznej, dla mnie było życiowym objawieniem, przez które stałam się lepszym człowiekiem.

[!] Pozdrawiam Panów z Metalliki – „S&M” jest waszym jedynym albumem, do którego wracam co jakiś czas.

Więc wyobraźcie sobie moje podekscytowanie, kiedy usłyszałam ciężkie gitary, smyczki i ćwierćtonowe wokalizy (od czasu do czasu poparte klasycznym growlem) na jednej płycie. I to wszystko w orientalnym rytmie, którego długowłosi perkusiści z „Zachodu” musieliby się dopiero nauczyć.

Miłość do Orphaned Land zaczęła się przy pierwszych dźwiękach „Sapari”, piosenki promującej koncept-album „The Never Ending Way Of ORwarriOR” (nie ma tu żadnej literówki: „Or” po hebrajsku to „światło”). Dzisiaj poświęcam im cały podrozdział mojej pracy magisterskiej (Panowie są bardzo zaangażowani w szerzenie idei pokojowych, co widać na załączonym obrazku) i mogę śmiało powiedzieć, że tylko przedmiot moich, ekhem… „BADań” (przed duże BAD) powstrzymuje mnie przed rozpaczą wpisaną w to przedsięwzięcie intelektualne. Nawet nie wiecie, jak fascynujące może być tłumaczenie prawicowych tekstów hip-hopowych z hebrajskiego. I lepiej, żebyście się nigdy nie dowiedzieli.

Orphaned Land w Krakowie już 3 października. To tak w ramach promocji nowej płyty „All is One„, którą mielę na shufflu uparcie od dwóch tygodni. Oczywiście, będę tam. W zmienionym stanie skupienia zapewne.

IMG_20130917_104510Książka do czytania pomiędzy płodzeniem podrozdziałów wybrała się pewnie instynktownie, zachowując zasady koszer (czyli nie mieszaj). Albowiem przy dźwiękach „Simple Man” przejechałam wzrokiem po kolejnym upolowanym przeze mnie dziele Erica Emmanuela-Schmitta o wdzięcznym tytule „Ewangelia według Piłata”. Czyli nadal Bliski Wschód.

Czasami lubię Pana Schmitta. Na przykład za „Moje życie z Mozartem”, do którego dołączył obowiązkową ścieżkę dźwiękową. I za „Przypadek Adolfa H.”. Za „Ewangelię…” lubię go w tej większej połowie. Bardzo podoba mi się postać Piłata – obrzydliwego sceptyka z idealnym poczuciem humoru. Podoba mi się również to, jak skończył. Można też na Schmitta liczyć, jeśli chodzi o dostarczenie kilku ładnych cytatów, które można sobie umieścić w okolicach serduszka.

Zgrzyta mi natomiast to, co zrobił z apostołami, których przedstawił (i to nie z perspektywy Piłata tylko samego Jezusa) jako naiwnych imbecyli, z których tylko Judasz umiał liczyć. I teraz weźmy to na logikę: wyobraźcie sobie celnika, którym niezaprzeczalnie był Mateusz, który nie potrafi sprawnie posługiwać się cyferkami. Przez takie rzeczy naprawdę trudno mi zagłębić się w to, co czytam, bo w lekturze przeszkadza mi co chwilę pojawiające się w głowie „Nieeee, nosz bzdura wierutna”. Nie dajcie się zwieść. Apostołowie byli postaciami superbarwnymi, nie tylko w oparciu o Biblię, ale również inne źródła historyczne i, jak to bywa w boysbandach, każdy miał swój charakter. Natomiast jeśli chodzi o postać Jezusa, taką przeanalizowaną przez naukowców wzdłuż i wszerz, polecam knigi Pana Gezy Vermesa: „Twarze Jezusa” na przykład.

A tym, którzy jeszcze tego z jakichś powodów nie zrobili: zaprawdę, zaprawdę powiadam wam, warto zagłębić się w Ewangelie (najlepiej w tłumaczeniu zwanym „Biblią Poznańską”). Apokryficzne, owszem, ale kanoniczne przede wszystkim. Maestro Tolkien nazwał je „mitem o umierającym Bogu tyle, że Bogu prawdziwym, przez co i mit stał się faktem”. I każdy zajdzie coś tu dla siebie: jedna jest kronikarskim konkretem, druga została napisana dla teologów, trzecia skierowana jest do innego rodzaju wykształciuchów, a czwarta – do romantyków, poetów i innych tam „hÓmanistów”.

Ewangelia dla każdego. Niezależnie od tego, kto w co wierzy, bądź nie wierzy.

Reklamy

Tu, tu kliknij!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s