Adaptacja filmowa kserówek z Hogwartu

48 + wstępŚwiat jeszcze nie otrząsnął się po wiadomości, że kolejnym aktorem, który wcieli się w Batmana będzie Ben Affleck, a już kochana J.K. serwuje kolejne turbulencje.

Po średnio udanych próbach zawładnięcia rynkiem książkowym bez Pottera postanowiła wrócić do świata czarodziejów. Ale żeby nie łamać obietnicy, że już nigdy nie napisze kolejnej części sagi, zadowoliła się tworzeniem scenariusza do filmu opartego na podręczniku „Fantastyczne zwierzęta i jak je znaleźć” autorstwa Newta Skamandera. Z przedmową Albusa Percivala Wulfryka Briana Dumbledora. Napisanym przez J.K. Rowling rzecz jasna.

Książka ma 72 (słownie: s i e d e m d z i e s i ą t   d w i e) strony.
(A ja myślałam, że to „Hobbit” został rozsmarowany przez Jacksona „na zbyt wielu kromkach”.)

Co nie zmienia faktu, że owe strony (w liczbie siedemdziesięciu i dwóch) są absolutnie przeurocze, albowiem encyklopedyczne hasła opiewające mityczne stworzenia uzupełnione są kilkoma uwagami nabazgranymi dobrze znanymi nam charakterami pisma głównych bohaterów książek J.K. Czułam się, jakbym czytała kserówki uzupełnione o komentarze moich kreatywnych kolegów ze studiów. Pamiętam, że na moim egzemplarzu notatek z (chyba) Historii Żydów w czasach nowożytnych był przepis na ciasto bananowe. Notatki zostały rozprowadzone po całym roczniku (bośmy zawsze dzielili ze sobą smutki, radości i materiały do nauki) i w czasie sesji, w najmowanych mieszkaniach większości z nas, ów ciasto zostało stworzone. Jedni nazywają to „unikaniem nieuniknionego”, inni „prokrastynacją”, a moja Mum „robieniem sobie warunków do nauki”.

IMG_20130914_203721

Jednak najważniejsze jest to, że pięćdziesiąte drugie wydanie „Fantastycznych zwierząt…” trafiło do księgarń mugolskich w szczytnym celu. Książeczka została wydana i napisana specjalnie dla fundacji „Comic Relief”, i do niej trafił dochód ze sprzedaży (10 zł lub 9 sykli i 7 knutów). Człowiekowi aż robi się głupio, że kupił ją za złotówkę w promocji na Fabryka.pl.

Kołacze mi się w głowie kilka pytań.
1. Czy część dochodu z filmu też pójdzie na rzecz fundacji? (np. ta płacona walutą magiczną?)
2. Czy Skamandera zagra Ben Affleck?
3. Czy Williams zgodzi się napisać muzykę (z całym szacunkiem dla Pana Desplata, ale nikt inny nie jest w stanie wprawić smyczków w prędkości odpowiednie do klimatu unoszącej się w powietrzu magii, amen)?
4. Czy pojawi się tam młody Albus?
5. Czy w grze opartej na filmie (która prędzej czy później przecież powstanie) potwory będziemy zbierać do Pokeballa?

…jednak nie ma się co oszukiwać. Mimo złośliwych komentarzy, które mimochodem pojawiają się w głowach, wszyscy zobaczymy ten film. Żeby choć na chwileczkę wrócić do tego świata.

Poza tym jest duża szansa, że będzie lepszy niż adaptacja sagi.

Reklamy

5 thoughts on “Adaptacja filmowa kserówek z Hogwartu

  1. Owszem, niewiele stron, ale one chyba będą tylko inspiracją, prawda? Bo nie wyobrażam sobie ekranizacji takiej książki. Tak czy siak, chętnie wrócę do uniwersum Pottera (podobnie jak mnóstwo innych fanów). :)
    No i zazdroszczę ci, że masz tę książkę! Ja do tej pory jej nie zdobyłam, miałam w rękach jedynie egzemplarz biblioteczny.

    1. Wyobrażam sobie ten film jako czystą przygodówkę z Newtem w roli pierwszoplanowej :)

      Właśnie znalazłam jeden egzemplarz na Allegro. Kosztuje 75 zł. o.O
      Hmmm… Daje mi to do myślenia…

      A Tobie radzę poczekać na kolejne wydanie :) Na pewno będzie i to w okładce filmowej (których nie lubię)! ;)

  2. Ja przyznaję się, jaram się jak głupia całym tym pomysłem. Tak, będą zarzuty o komercjalizację, sprzedawanie po tysiąc razy tego samego, ale sama myśl o ponownej wycieczce w Potterowy świat po prostu mnie turbo cieszy. Bo najbardziej z całego zamieszania lubię właśnie – uwaga, trudne słowa wymądrzającej się krytyczki – kreację uniwersum. Więc odliczam nieciepliwieeeeeeeee!
    PS. Mam nie tylko „Fantastyczne…”, ale i „Quidditch przez wieki” (w tłumaczeniu i oryginalem na tym drugim uczyłam się angielskiego).

    1. Czy całe moje pokolenie uczyło się angielskiego na książkach JK?
      Pamiętam, że w gimnazjum czytałam pierwsza część w oryginale i wyniosłam z niej „unfortunately”, „actually” (którego do dzisiaj nadużywam) i, oczywiście, „drills” ;)

      1. …ja na pewno!
        Z „Quidditcha” pamiętam przede wszystkim sformułowanie lokujące herb danej drużyny na szacie: „on the chest and the back”. Nie mówiąc już o filmach, dzięki którym można było szlifować British English :P

Tu, tu kliknij!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s