Jak książka zrobiła mi psikus

Obrazek

Długo opierałam się ebookom. A i teraz czytam je tylko w sytuacjach ekstremalnych, czyt.:
1. Studia (wiadomo).
2. W podróży na koniec świata zabrakło mi książeczek namacalnych.
albo, co gorsza
3. Książka, którą bardzo, tak bardzo teraz i natychmiast mam ochotę przeczytać jest dla mnie dostępna tylko w wersji elektronicznej.
Nie jest to podszyte żadną głębszą ideologią, ani romantyzmem tudzież tęsknotą za czasami minionymi. Po prostu lubię sobie poprzewracać kartki. Ja rozumiem, że łatwiej wyciągnąć w zatłoczonym tramwaju komórkę niż pełnopapierowy „Lód” Dukaja, ale umówmy się, dla chcącego nic trudnego. Jestem w trakcie opracowywania poradnika o tym, jak czytać książki w komunikacji miejskiej – każdej objętości, w każdych warunkach.

Tak więc mój mól książkowy żerujący wewnątrz serduszka poczuł zew przeczytania książki „Nasz mały PRL” Izabeli Meyzy i Witolda Szabłowskiego, dziennikarskiego małżeństwa, które postanowiło na pół roku przenieść się w czasie, do lat 80. Porzucili swoje mieszkanie na rzecz wynajętego, takiego z meblościanką i legendarną, szklaną rybą, za to bez mikrofali, laptopa i wifi unoszącego się w powietrzu. Na podorędziu mają zestaw okolicznościowych gadżetów: kartki na mięso, kawę z epoki, która komuś się uchowała w spiżarni, tetrowe pieluchy i trwałą na głowie. Szukają niemiłych sprzedawczyń po całej Warszawie i jedzą sernik z ziemniakami.

Pomysł nie jest nowy, w celu pisarskim wprowadził go w życie A.J. Jacobs w swoim „Roku życia biblijnego„, ale wersję PRL-owską czyta się z wyjątkowym sentymentem. Nawet jeśli człowiek jest pokoleniem 89 zrodzonym w trakcie obrad okrągłego stołu, z krewetkami w lodówce i meblami z IKEI w pokoju. Po pierwsze, okres historii Polski, w którym działała „Solidarność” jest wyjątkowo bliski mojemu serduszku. Po drugie, kocham opowieści Mum i Wielkiego Eduarda (szanownych rodzicieli znaczy) o ich przygodach w tamtych czasach. Po trzecie, naprawdę myślałam, że byliśmy jedyną rodziną na Ziemi, która zamiast zjeść kokosa przywiezionego z Zachodu / Dalekiego acz Bliskiego Wschodu, zasuszyła go w celach edukacyjnych. „Żeby sobie nasza mała córunia kiedyś zobaczyła, jak kokos wygląda”. Wspomniana córunia to ja, w osobie własnej, polująca na promocje mleczka kokosowego w LIDLu, co by urozmaicić jakoś swoje wypieki muffinkowe i nadać im smak pina colady (no, w rzyciach się poprzewracało).

Ale kokosa trzymamy do dzisiaj. A ja czytam książki skrajnie papierowe zamiast ebooków.

I w takiej wersji czytałam też Meyzę i Szabłowskiego, wiercąc piksele oczami. Tymczasem, gdzieś w okolicach strony 286 okazało się, że moja współlokatorka, zwana Aliną, przetrzymuje wersję papierową ukrytą pomiędzy Orwellem a „Sposobem na Alcybiadesa”. Nie to, że ją zapytałam o posiadanie. Nie to, że ma hopla na punkcie PRL-u, więc powinnam ją o posiadanie podejrzewać.

0cf4f560189c11e3bfbf22000ae903cc_7Na tym samym regale leży sobie ścieżka dźwiękowa do opisywanej książki. Jedno z najprzyjemniejszych wspomnień tych wakacji, czyli cudowna Mela Koteluk. Na długo przed boomem i modą na Melę Alina męczyła jej muzykę w kółko, przez co i ja, chcąc nie chcąc, musiałam się z jej repertuarem zapoznać. I wyszło mi to na dobre. Cudownie lekkie brzmienia, „dream pop”, jak nazywa je sama artystka. Do tego świetne teksty i niezwykłe wyczucie słowa. Zdecydowanie moja płyta wakacji 2013.
A do tego przemiłe wspomnienie z rozmowy z nią w Kazimierzu Dolnym. Znalazłam osobę, która kocha teksty Grzegorza Ciechowskiego równie mocno, jak ja, a dzięki Świeżemu usłyszałam pierwszą piosenkę napisaną przez Melę. O wielbłądach. Wykonanie na żywo, ale w kawiarni. On the record.

Reklamy

Tu, tu kliknij!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s