Papierowy Vader z nieba spadł

Mam wakacje, więc czytam poważną literaturę. I robię konstruktywne rzeczy. Z papieru.

Naprawdę cudnie było połknąć książeczkę dla dzieci w przerwie pomiędzy jedną stroną pracy magisterskiej, a drugą. A jako że jestem „born and raised” Star Wars fan – było tym fajniej.

Geneza książeczki Toma Anglebergera jest dość prosta: wyznawca Gwiezdnych Wojen z 33-letnim stażem postanawia połączyć dwie swoje pasje i zaczyna składać z papieru postacie z sagi. A później pisze książkę o dzieciaku, który robi to samo. Yodę z origami nosi na paluchu, pacynka z wdzięczności sprawuje funkcje doradcze, a każda jego rada dobra jest, hmmm…

Pomysł dostał błogosławieństwo LucasArts, ale zebrał również fanowski hejt za szarganie świętościami i infantylizację [sarkazm] superdorosłej, skrajnie poważnej i misternie ułożonej mrocznej fabuły GW [/sarkazm]. A szkoda, bo Angleberger obchodzi się z sagą z czystą, fanowską miłością i nie czyni jej krzywdy. Pisze zabawnie, z wdziękiem i uroczym dziecięcym entuzjazmem. W książce znajdziemy miliony aluzji do sagi, miliony symboli, miliony cytatów z filmów Lucasa. Na jakimś geek party można spokojnie stawać w szranki, kto znajdzie więcej – niektóre są na poziomie bardzo wrednie hard.

„Darth Paper” natychmiast powędrował do moich siostrzeńców (podczas tego eksperymentu nie cierpią żadne dzieci). Również „born and raised” Star Wars fan. Już ja o to zadbałam (poza tym ich ojcem jest człowiek, któremu niegdyś nadano ksywkę [Kosmiczny] Dywan – tak, inspiracją były GW, aluzja na poziomie bardzo wrednie hard). 
Z papierowym Yodą i Vaderem, uczynionymi przeze mnie, nie chwaląc, nie rozstają się. Cóż, jak to napisałam w recenzji na Hataku – kiedyś dzieciaki nosiły do szkoły Plastusia. Dzisiaj noszą co innego.


Jako że książeczka objętościowo raczej nie miałaby szans w starciu z Encyklopedią Brytannicą i niewiele czasu nad nią spędziłam (dłużej składałam wyżej objawione origami) toteż w słuchawkach grał utwór. Jeden. Za to zapętlony.

Nie bardzo porywa mnie to, co zrobił Beltrami przy okazji „World War Z”, ale za to bardzo podobał mi się soundtrack do „Warm Bodies”, który uczynił wespół z Buckiem Sandersem. A przynajmniej jego początek: „Music for Airport Zombies”. Taka skoczna muzyczka na przewrotny wzór i podobieństwo muzyczek granych w supermarketach.

Taki chichot kompozytora.

Reklamy

6 thoughts on “Papierowy Vader z nieba spadł

  1. Angleberger pewnie potrafi. On jest wielkim szefem jakiegoś stowarzyszenia starwarsowych origamiaczy, więc nawet Gwiazdę Śmierci z wyposażeniem by potrafił złożyć. Tak podejrzewam.

Tu, tu kliknij!

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s